
Urodził się i wychował w Warszawie jako Henryk Goldszmit. Pochodził z zamożnej żydowskiej rodziny, młodość spędził w komfortowych warunkach, wszystkiego miał pod dostatkiem. A jednak źle wspominał dzieciństwo - to dlatego, że zabrakło w nim miłości i ciepła ze strony matki, opieki i wspólnego czasu z ojcem. Młody Korczak wychowany był przez nianię i kucharki. Nauka w szkole także odcisnęła na nim piętno. Uczył się w warunkach żelaznej dyscypliny, gdzie nauczyciele karali rózgami i panowała atmosfera strachu. To wszystko zaważyło na jego późniejszych postawach.

Jednocześnie pasjonował się literaturą, m. in. Henrykiem Sienkiewiczem i Józefem Ignacym Kraszewskim. Wydawał własne teksty. Od 1900 roku podpisywał się już nie jako Henryk Goldszmit, ale właśnie tak, jak dziś wszyscy go znamy: Janusz Korczak. Określał on siebie jako "polskiego Żyda, urodzonego pod zaborem rosyjskim".

Nasz bohater zaangażował się przede wszystkim na rzecz dzieci. Pracował jako pediatra, prezentował w książkach swe poglądy na temat wychowania. Starał się zawsze traktować dzieci z należytym szacunkiem, akcentować ich prawa. W 1912 roku został dyrektorem Domu Sierot w Warszawie, gdzie razem ze Stefanią Wilczyńską opracował kompleksowy program wychowawczy, oryginalny jak na tamte czasy.
Korczak stworzył miejsce, które było "domem pracy i szkołą życia" dla osieroconych dzieci. Sięgał po nieznane wówczas środki wychowawcze, takie jak samorząd dziecięcy, sąd koleżeński czy gazetkę szkolną. Aż wszystko przerwała wojna...
Dom Sierot już w 1939 roku stał się obiektem bombardowań. Warunki do dalszej pracy stały się niezwykle trudne, mimo to Korczak robił, co mógł, by pomóc swoim wychowankom, zabiegając o pomoc i dary dla nich.

Niestety, wobec braku żywności i leków najmłodsi mieszkańcy getta zaczęli ginąć z głodu i wycieńczenia. Sam Korczak także był już wyczerpany. Rezygnował jednak z możliwości ucieczki z getta, pozostając do końca ze swoimi wychowankami. Gdy w 1942 roku nastąpiła likwidacja getta, wraz z dziećmi trafił bydlęcym wagonem do niemieckiego obozu zagłady w Treblince. Tam zginął razem z nimi w komorze gazowej.
Był altruistą, który całe swoje życie poświęcił najmłodszym, w nich bowiem widział przyszłość i wartości, a miało to miejsce w czasach, w których to wszystko - mogłoby się wydawać - traciło sens. Twierdził, że "odnowa świata dokona się przez dziecko i wychowanie".
Jego postawa jest inspirująca. Zwłaszcza w czasach, w których dzieci mają wielu nauczycieli, ale niewielu wychowawców. Cześć Jego pamięci.
BK
1 komentarze:
łza się w oku tli....
Prześlij komentarz