
Urodził się w Lublinie, po wojnie - w 1951 roku, w okrutnych latach stalinizmu. Studiował historię na KUL-u. I już w czasach studenckich pokazał swą opozycyjną wobec peerelowskiej władzy postawę. Sprzeciwił się powstaniu na uczelni Socjalistycznego Związku Studentów Polskich. Nie zostawił tej sprawy nawet wtedy, gdy jego sprzeciw nie został wysłuchany. Udał się do prymasa Wyszyńskiego, który doprowadził do usunięcia związku z uczelni.
Stał się wrogiem władzy i spotykały go represje. Bohater notki zamierzał utworzyć pismo podziemne. Brakowało jednak powielacza. Wraz z przyjacielem, Piotrem Jeglińskim, zamierzał udać się po niego na Zachód - ale nie dostał paszportu. Historia z powielaczem jest zresztą sama w sobie bardzo ciekawa. Oddaję tu głos samemu Krupskiemu (zdjęcie powielacza obok):
Na początku napotkaliśmy trud


Początki co prawda nie były zbyt dobre - próba wydrukowania "Folwarku Zwierzęcego" Orwella nie powiodła się, litery były zamazane, nieczytelne. Całość nadawała się do wyrzucenia. Jednak studenci nie poddali się.
W "Spotkaniach" zamieszczano artykuły wielu znakomitych autorów, m.in. ks. Franciszka Blachnickiego, Józefa Tischnera, ale także Stefana Kisielewskiego czy Władysława Bartoszewskiego, który zresztą był dla Krupskiego wielkim autorytetem.
Gdy w 1981 roku ogłoszono stan wojenny, działaczy opozycyjnych spotykały internowania. Krupski początkowo ukrywał się w różnych miejscach, ale ostatecznie został zatrzymany. Spędził tak kilka miesięcy - jego matka wysyłała do komendy milicji prośby o uwolnienie, ale zawsze spotykały się one z odmową."Nie ustały przyczyny, dla których został internowany", "z prośbą o zwolnienie powinien wystąpić sam zainteresowany, czego dotychczas nie zrobił"... A on władzy nie miał zamiaru o nic prosić.
Wyszedł na wolność z wilczym biletem, a bezpieka nigdy o nim nie zapomniała. W styczniu 1983 roku został uprowadzony w środku dnia w centrum Warszawy, pod Pałacem Kultury. Esbecy zabrali go do samochodu. "Minęliśmy Pałac Mostowskich, Żoliborz, Chomiczówkę i Laski. Zauważyłem tablicę wsi Truskaw. Z ronda autobusowego linii 708 zjechaliśmy w leśną drogę Puszczy Kampinoskiej. Zatrzymali samochód, kazali mi wysiąść. Spytałem, czy zamierzają mnie tu rozwalić" - opowiadał po latach.
Nakazano mu zdjąć kożuch i buty, a potem położyć się na śniegu twarzą w dół. On sam w duchu żegnał się już ze światem i myślał o narzeczonej. Wtedy został po plecach oblany żrącym kwasem. Gdy otrząsnął się z bólu, esbeków już nie było, a on doznał oparzeń I i II stopnia. Miał dużo szczęścia. W szpitalu powiedzieli mu, że substancja miała zniszczyć narządy wewnętrzne. Przeżył, bo sweter zatrzymał część płynu. W latach 90. wszczęto śledztwo w sprawie tego napadu. Odpowiedzialny za sprawę był kapitan Grzegorz Piotrowski, ten sam, który rok po tym wydarzeniu uczestniczył w zamordowaniu ks. Popiełuszki. Wykonujący zadanie esbecy zeznali, że gdyby robili dokładnie to, co rozkazał im Piotrowski, Krupski nie przeżyłby. Nakaz bowiem zakładał, że rozbierze się on do naga, zostanie oblany dwoma butlami płynu (a nie, jak w rzeczywistości miało miejsce, jedną) i zostanie następnie utopiony w oczku wodnym. Piotrowski meldował później gen. Kiszczakowi, że "Krupski zachował życie".
Poświęcił się rodzinie. Wziął ślub z Joanną, która dziś jest prezesem Związku Dużych Rodzin "Trzy plus". Osierocił siedmioro dzieci.
W latach 2000-2006 był wiceprezesem IPN. Później został kierownikiem Urzędu ds. Kombatantów i Osób Represjonowanych. Wstawał

Żeby nie było wątpliwości - napisałem tylko o części z jego bogatego życiorysu opozycjonisty. Warto poszukać więcej informacji na temat jego dokonań. Człowiek ten był niewątpliwie niezłomny, odważny i - jak określali go przyjaciele - kryształowo uczciwy.
Cześć Jego pamięci.
BK
2 komentarze:
Świetny artykuł. Oby takich więcej, bardzo mi się spodobał. :)
Sukcesów życzę! :)
Chwała Bohaterom!!! szkoda że takich ludzi ja Pan Janusz nie ma już wśród nas, jestem pewna, że jest już w Niebie.
Prześlij komentarz