poniedziałek, 19 listopada 2012

Sukienka w plecaku

poniedziałek, 19 listopada 2012
"Już na początku wojny zdecydowałam, że chcę być w organizacji wojskowej, że chcę robić coś poważniejszego." - tak początki działalności konspiracyjnej wspomina Halina Chlistunow, jedna z bohaterek książki Łukasza Modelskiego, "Dziewczyny wojenne".

Halina wstąpiła do Związku Walki Zbrojnej w 1940 roku. Była wówczas 19-latką. Jednak bardzo chciała rozpocząć studia humanistyczne - marzyła jej się historia. Kupiła już nawet czapkę studencką... niestety nie zdążyła jej założyć. Została łączniczką w BIP-ie (Biurze Informacji i Propagandy AK) i przyjęła pseudonim "Alika". W BIP-ie na pozór nie powierzano jej trudnych zadań - miała roznosić ulotki, jednak, jak sama zaznacza, "ja te papiery dostawałam w ogromych rulonach, w paczkach, dużych i ciężkich, które pakowałam do koszyków, przykrywałam warzywami albo kwiatami i rozwoziłam do różnych punktów w mieście". Nasza łączniczka musiała więc być osobą nie tylko sprytną, ale przede wszystkim - odważną.

Chciała czuć się potrzebną, dlatego z wielką radością przyjęła wiadomość o planowanym powstaniu warszawskim. Przed mobilizacją do plecaka włożyła rzeczy najpotrzebniejsze - bandaże, zapałki, latarkę, a także ryngraf z Matką Boską Częstochowską, który dostała od ukochanego Kazika. Nie zapomniała także o swojej najładniejszej sukience - chciała przecież elegancko wyglądać, gdy Polacy będą świętować zwycięstwo. Była przekonana, że powstanie szybko się skończy, że do domu wróci za tydzień. Poprosiła tylko mamę o to, by nie zapomniała podlewać jej pomidorów, po czym wskoczyła do pociągu i odjechała.

Gdy wybuchło powstanie, dziewczyny nie miały mundurów, broni i legitymacji. Brakowało im wojskowego obycia, nie wiedziały także, że "jest jakieś hasło"... Jednoczącym elementem stała się tutaj biało-czerwona opaska, dzięki której czuły, że są powstańcami, że uczestniczą w czymś ważnym. Alika zajmowała się głównie roznoszeniem meldunków. Dzielnie znosiła trudy powstania - brak pożywienia, brak wody, choroby czy ubywające ubrania.

Pod koniec powstania ciężko ranny został brat Haliny. By być bliżej niego, Alika przepisała się do kompanii sanitarnej, mimo że równało się to zamknięciu w obozie. Również tam więźniowie dbali o pozory codziennego życia - organizowano teatr, chór, na Boże Narodzenie wystawiono konspiracyjną szopkę powstańczą, a na Wielkanoc 1945 wszyscy uczestniczyli w wielkim śmigusie-dyngusie. 15 maja Alika wraz z bratem opuściła obóz i wrócili wspólnie do rodzinnego Klarysewa, by szukać odrodziców, z którymi nie widzieli się od lipca. Zastali ich, na szczęście, całych i zdrowych.

W 1949 roku Halina ukończyła studia. Nie postawiła ostatecznie na ukochana historię, ale na psychologię i pedagogikę. Znalazła pracę w bibliotece, a później w szkole. Wyszła za mąż, mieszka w Warszawie. Swoją powstańczą opaskę (dzisiaj już lekko zabrudzoną, szaro-czerwoną) przekazała do Muzeum Powstania Warszawskiego.

"Dziewczyny wojenne" starały się żyć normalnie, tak jak my, dziewczyny, żyjemy dzisiaj. Może z dwoma różnicami: nasze rówieśniczki były zmuszone dojrzeć i spoważnieć o wiele wcześniej, co z pewnością nie było dla nich, wówczas 19-, 20-latek łatwe. I co niewątpliwie budzi wielki szacunek wobec nich. A w torebce, obok lusterka czy szminki, chowały pistolet.

JP

4 komentarze:

Szturmowiec pisze...

Fajnie że odkryłem tego bloga. Pozdrawiam i też zapraszam do siebie.

alicja2010 pisze...

Odkryłam niedawno Waszego bloga, dzięki Natannie z bloga "moje zaczytanie". Poleciła mi, bo również interesuję się historią II wojny światowej. Przejrzałam całość i bardzo mi się tu podoba.
Było mi nieco dziwnie, jak czytałam tę ostatnią notkę, gdyż właśnie spisuję wspomnienia mojej mamy, także Haliny (to było częste imię w tamtych czasach), która wprawdzie nie była żołnierzem, ale w czasie okupacji wraz z całą rodziną została przez Niemców wysiedlona z domu i wywieziono na roboty przymusowe do Prus. Miała tam bardzo ciekawe przeżycia, choć była tylko dzieckiem. Rozdzielono ją z matką, czyli moją babcią, którą Arbeitsmant skierował do fabryki amunicji w Hanau, a mama została z nieco starszym bratem u bauera. Musiała dorosnąć błyskawicznie. A miała tylko 13 lat.
Myślę,ze trzeba notować wspomnienia najbliższych, bo to najbardziej prawdziwe i żywe relacje z tamtych czasów.
Pozdrawiam

Anonimowy pisze...

I am actuаllу thankful tо the hоldeг of thiѕ website who hаs shаrеd this fаntаstic pіece of
ωгiting at at thіs place.

Mу blog: paczka do Niemiec

Anonimowy pisze...

With havіn so much contеnt аnd artiсles do you ever run into any issuеs оf plagorism or соруrіght іnfringement?

Ϻy blog hаs а lot оf сompletelу unіque cоntent
I've either created myself or outsourced but it seems a lot of it is popping it up all over the internet without my authorization. Do you know any solutions to help stop content from being stolen? I'ԁ ԁefіnitеly appreсiаtе іt.


Feel free to surf to my site :: warszawa deweloperzy

Prześlij komentarz

 
◄Design by Pocket Distributed by Deluxe Templates