sobota, 12 stycznia 2013

Mały wielki Czortków

sobota, 12 stycznia 2013
Czortków. Małe miasto niedaleko Tarnopola. Dziś na Ukrainie, przed wojną w granicach II Rzeczypospolitej. Zapomniana kresowa miejscowość była jednak świadkiem szczególnych wydarzeń. To tutaj bowiem miał miejsce pierwszy zbrojny zryw skierowany przeciw sowieckim okupantom w trakcie II wojny światowej. Mija właśnie 73. rocznica zapomnianego powstania czortkowskiego.

Przed wojną Czortków prężnie się rozwijał, a dzięki swemu malowniczemu położeniu ściągał także wielu turystów. Większość mieszkańców stanowili Polacy, działały tam także organizacje patriotyczne.  

Po 17 września 1939 roku sowieci rozpoczęli na okupowanych przez siebie terenach wprowadzanie nowych porządków. Dla okolicznej ludności oznaczało to masowe aresztowania i inne represje. Miejscowe więzienie mogące przyjąć 275 więźniów po paru miesiącach liczyło już 1200 aresztowanych osób. Wrogiem numer jeden była polska inteligencja i rodziny wojskowych. Ciężkie represje spotkały także czortkowski klasztor dominikanów, który przed wojną był prężnie działającym ośrodkiem, skupiającym wokół siebie różne lokalne środowiska.

Po początkowym szoku mieszkańcy Czortkowa szybko zaczęli organizować się i tworzyć ruch konspiracyjny. Powstało Stronnictwo Narodowe. Do ludności dochodziły informacje o powstającej we Francji przy gen. Sikorskim Armii Polskiej. 

Na rocznicę wybuchu powstania styczniowego - 21 stycznia 1940 roku - zaplanowano zbrojny zryw przeciw sowieckim okupantom. Liczono, że uda się opanować Czortków i dzięki temu wykorzystać linię kolejową, by dostać się do Rumunii. Tam spodziewano się dołączyć do polskich żołnierzy i wraz z nimi udać się do Francji. Cel był bardzo śmiały i z dzisiejszej perspektywy wiemy, że praktycznie niemożliwy do zrealizowania. Wówczas jednak wielu patriotycznych działaczy wierzyło, że będzie częścią większego powstania na kresach. 

Pamiętajmy, że początek 1940 roku to także okres tzw. wojny zimowej, którą Związek Radziecki prowadził z niewielką Finlandią. Część wojsk sowieckich przeniesiono na Północ, co dodatkowo miało pomóc powstańcom.

Wieczorem 21 stycznia organizatorzy zrywu spotkali się w klasztorze dominikanów. W powstaniu wzięło udział ok. 200 osób. Mieszkańcy innych miejscowości także chcieli się włączyć do walki, niestety dotarcie na czas uniemożliwiły im ciężkie, zimowe warunki, jakie wówczas panowały. 
Powstańcy podzielili się na kilka grup, które miały wykonać różne zadania, takie jak zajęcie koszar, więzienia i stacji kolejowej. Hasłem do rozpoczęcia według różnych relacji miał być okrzyk "Z krzyżem" bądź odegrana na trąbce melodia "Warszawianki".


Powstanie zakończyło się szybką klęską. Nie zdobyto ani koszar, ani więzienia, ani stacji kolejowej. Niewielki odsetek powstańców posiadał broń. Nie udało się całkowicie zerwać łączności, przez co żołnierze radzieccy - pomimo początkowej paniki - zdążyli wezwać posiłki i szybko stłumić mały zryw. 

Wybuch powstania na odległej prowincji był kompletnym zaskoczeniem dla sowietów, sam Beria (szef NKWD) kazał w trybie natychmiastowym raportować do Moskwy o sytuacji w Czortkowie.

W ciągu kilku dni zatrzymano ponad sto osób, w tym nawet zupełnie niewinnych, nieuczestniczących w powstaniu mieszkańców Czortkowa. 24 uczestników powstania, w większości młodych ludzi, stracono, pozostałych wywieziono do łagrów (do sierpnia 1941 roku, gdy zwolniono polskich więźniów po podpisaniu układu Sikorski-Majski). Często najpierw dochodziło do brutalnych śledztw i tortur. NKWD poważnie potraktowała obawę przed wybuchem większego zrywu, o czym świadczy również wzmożenie represji i aresztowania polskich działaczy konspiracyjnych w całej okolicy. Po paru miesiącach zamordowano także 8 dominikanów - była to zemsta za to, że to w ich klasztorze zbierali się powstańcy.

Co ciekawe, zbiec przed NKWD udało się głównym organizatorom powstania. Trzej z nich, por. Kowalski, ppor. Malawski i ppor. Woszczyński, zupełnie zapadli się pod ziemię, a ich dalsze losy są nieznane. Możliwe, że udało im się przedostać do Rumunii po zamarzniętym Dniestrze lub przez góry

Powstanie czortkowskie było pierwszym i jedynym polskim zrywem przeciw sowietom w czasie pierwszej wojennej okupacji. Nie istnieje ono praktycznie w świadomości Polaków. Jedyną głośniejszą próbą upamiętnienia wydarzenia była wystawa zorganizowana przez IPN w Krakowie w 2005 roku, którą można obejrzeć tutaj.

Warto też dodać, choć to szerszy temat i nie miejsce tu na rozwijanie tego wątku, że wielu Polaków z Czortkowa zostało bestialsko zamordowanych przez banderowców w późniejszym okresie. Dziś z trudem znajdziemy w tej miejscowości naszych rodaków


Co ciekawe, w warszawskim kościele pw. św. Jacka przy ul. Freta znajduje się dziś wywieziony po wojnie z Czortkowa obraz Matki Bożej Różańcowej, który czortkowskim dominikanom podarował sam król Jan Kazimierz.

Wracając zaś do powstańców, myślę, że można do ich losów przytoczyć słowa mocnego wiersza Zbigniewa Herberta "Potęga smaku". Tymi też słowami, pozbawionymi komentarza, zakończę notkę. Pamiętajmy o małym WIELKIM Czortkowie. 

To wcale nie wymagało wielkiego charakteru
mieliśmy odrobinę niezbędnej odwagi
lecz w gruncie rzeczy była to sprawa smaku
Tak smaku
który każe wyjść skrzywić się wycedzić szyderstwo
choćby za to miał spaść bezcenny kapitel ciała
głowa
 

BK

8 komentarze:

Mieszko I pisze...

Gdyby nie ta strona pewnie niewiele osób znało by tą miejscowość. Mało nagłaśniane są takie przypadki. No chyba, że na Ukrainie więcej się o tym uczą (w co wątpię), to zwracam honor

Anonimowy pisze...

Witajcie! byłam w CZORTKOWIE..37-lat temu- z tamtąd pochodzą moi dziadkowie- mama ,ciocia,,,miasteczko niezwykle malownicze..nad SERETEM...bogata ziemia,urodzajna,,,wiele ludzie przeżyli w czasie okupacji...mordowano POLAKÓW-...ci co ocaleli pojechali do POLSKI- zabużanie- pozdrawiam wszystkich żyjących- są świadectwem tamtych czasów...ANNA

Anonimowy pisze...

Witam!
Czortków to rodzinne miasto moich Dziadków Heleny i Pawła Kulczyckich i mojej Mamy Leokadii. Byłam z Mamą w Czortkowie tylko jeden raz w 1987 roku późnym latem.Odwiedziłyśmy też siostrę mojej Babci Olimpiadę w Zaleszczykach. Chciałabym jeszcze choć raz pooddychać powietrzem tamtych stron, tak bliskich moim przodkom, napatrzeć się na te przepiękne krajobrazy, pochodzić bosą nogą po, niegdyś, polskiej ziemi. Tęskno mi do tych pagórków... łąk zielonych i pięknych wód Seretu....
Pozdrawiam Autorów tej strony i Wszystkich odwiedzająch tę stronę. I bardzo dziękuję za cenne informacje, które poszerzyły moją wiedzę o tym cudownym miejscu na ziemi. Elżbieta.

Anonimowy pisze...

Dzień dobry. Urodziłem się i mieszkam w Chertkov. Jestem bardzo zadowolony, aby przeczytać wspomnienia ludzi, którzy urodzili się tutaj. odwiedził Chertkov. Victoria z Chertkov

Anonimowy pisze...

Witam bylam w Czortkowie w maju 2011 roku. Jednym z inicjatorow powstania czortkowskiego byl moj stryj Tadeusz Bankowski i jestem bardzo dumna z tego ze moj przodek byl bohaterem Czortkowa. Pozdrawiam autorow bloga. Iwona

Anonimowy pisze...

Witam, Poszukuję wszelkich informacji na temat Szymona Engelbacha z Czortkowa z lat sprzed II wojny światowej. Jeśli znacie kogoś kto może coś wiedzieć lub pamiętać, proszę serdecznie o kontakt rutheldar97@gmail.com

Anonimowy pisze...

Witam, cała moja rodzina ze strony mamy pochodzi z Czortkowa. Babcia z domu Zamorska wiele mi opowiadała o tamtych stronach, o czasie okupacji, o potwornych mordach banderowskich na Polakach. Pod koniec wojny wiele polskich rodzin wywieziono pociągami na zachodnie tzw. ziemie odzyskane". Babcia i cała nasza rodzina, a także inni Polacy trafili transportem do Prudnika. Do dzis mieszka tam wielu dawnych Czortkowian. pozdrawiam. Bożena

Anonimowy pisze...

Witam
W powstaniu w Czortkowie brał udział ojciec mojej cioci
był plutonowym i ze swoim oddziałem (16 żołnierzy) z miejscowości Bieniawa jechali brać udział w powstaniu. Niestety zostali pobici w walce, kilku zginęło a on ranny wrócił do swojego domu i niedługo potem zmarł w wyniku odniesionych ran.

Prześlij komentarz

 
◄Design by Pocket Distributed by Deluxe Templates