
Zesłania Polaków na Syberię to temat bardzo obszerny i trudno poruszać tutaj dokładnie całą tę problematykę. Przybliżmy jednak garść faktów. Polacy

Nieludzkie warunki życiowe, ogromny mróz (sięgający często -40 stopni), tęsknota za rodziną i ojczyzną - takie okoliczności spotkały zesłańców. Jedyne, na czego brak nie można było narzekać, to niewolnicza praca. Trudno się więc dziwić, gdy czytamy, jakimi określeniami nazywano Syberię: "nieludzka ziemia", "ziemia przeklęta", "ziemia milczenia i grozy", "kraina powolnego konania", "ziemia wiecznych śniegów i wiecznej tęsknoty" czy "lodowe piekło".

Na miejscu zesłania poza wspomnianymi wcześniej dolegliwościami pojawiała się kolejna - robactwo, wszelkie karaluchy, pluskwy, wszy... Opisy doświadczeń życia na Syberii są niejednokrotnie tak przerażające, że nie chcę ich szerzej tu przytaczać. Sybiracy zostali odarci z godności. Jak w takich warunkach żyć? Skąd brać siłę? Z wiary w Boga, miłości do rodziny, ojczyzny. Nieocenione znaczenie miały praktyki religijne, które pomagały przetrwać najgorsze i dodawały otuchy w chwilach zwątpienia. Uznanie budzi to, w jaki sposób starano się za wszelką cenę zachować polskość - poprzez nieustanne wychowywanie dzieci w duchu religijności i patriotyzmu, dbanie o czystą i poprawną polszczyznę czy po prostu uczenie ich na własną rękę historii, geografii, matematyki.
Mocne


W Radzieckiej Rosji zakazane były praktyki religijne, a dni świąteczne były normalnymi dniami pracy. Nikt jednak nie wyobrażał sobie, że można by nie obchodzić Świąt Bożego Narodzenia. Choć było smutno i ciężko, świętowano najlepiej, jak tylko w takich warunkach się dało. Wigilijne potrawy ograniczały się do czarnego chleba i wrzątku, ale czy to tak naprawdę jest najważniejsze w tych dniach? Możliwość wspólnego śpiewania polskich kolęd, łamania się chlebem i składania sobie życzeń - tych rzeczy nie można było zesłańców pozbawić. Przytoczmy kilka wspomnień samych zesłańców.
Tak wypowiada się pani Wanda Niezgoda-Górska: matka przygotowała stół wigilijny, położyła na sąsieku walizkę i przykryła białym obrusem. Nie było opłatka, więc połamaliśmy się czarnym, przydziałowym chlebem. Czarny chleb był też jedynym daniem wigilijnym. Musiał zastąpić 12 tradycyjnych dań. Nadchodzące Święta Bożego Narodzenia przywołały falę wspomnień. Tym razem jednak nie odczuwaliśmy zwykłego nastroju radości, towarzyszącego tym uroczystym dniom. Pierwsza Wigilia na obczyźnie, tysiące kilometrów od rodzinnej ziemi, w strasznym, niegościnnym kraju, przepojona była nieopisanym smutkiem.
Podobne wspomnienia przywołuje pani Jadwiga Stocka, wywieziona w lutym 1940 r.: przyszły Święta Bożego Narodzenia. Tam żadnych świąt religijnych nie honorują, normalnie idą do pracy. Ponieważ myśmy w mrozy nie chodzili do lasu mogliśmy normalnie uczcić to święto. Jakżeż ubożuchne, bez żadnych potraw wigilijnych. Zamiast opłatka podzieliliśmy się kawałkiem chleba, życząc sobie oczywiście rychłego powrotu do Polski. Ze ściśniętym gardłem przez łzy, wspólnie pośpiewaliśmy nasze tradycyjne kolędy. Zebrało się nas parę rodzin polskich w jednej chatynce, żeby było raźniej. Każdy wspominał tylko Polskę, jak tam obchodził święta.
Zesłańcy martwili się o swoich bliskich. Jak obecnie pozostawiona rodzina obchodzi Boże Narodzenie? Czy nas wspominają i czy myślą o nas? Czy się jeszcze kiedyś spotkamy?
Boże, pozwól nam zobaczyć Ojczyznę, pomóż nam przeżyć tę syberyjską zimę, daj nam wrócić w rodzinne strony...
Także w Polsce rodziny Sybiraków pamiętały o nich. Mało kto o tym wie, ale zwyczaj zostawiania pustego miejsca przy wigilijnym stole upowszechnił się właśnie w okresie deportacji w XIX wieku i symbolizował obecność członka rodziny zesłanego na Syberię. Warto, byśmy o tym pamiętali.
***

Do powyższego obrazu słowa piosenki napisał Jacek Kaczmarski. Wklejam link do niej i tekst na koniec tej notki.
Zasyczał w zimnej ciszy samowar
Ukrop nalewam w szklanki
Przy wigilijnym stole bez słowa
Świętują polscy zesłańcy
Na ścianach mokry osad wilgoci
Obrus podszyty słomą
Płomieniem ciemnym świeca się kopci
Słowem - wszystko jak w domu
Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
Sławią Boga, że nam się do stajenki mieści
Nie chce rozum pojąć tego, chyba okiem dojrzy czego
Czy się mu to nie śni
Nie będzie tylko gwiazdki na niebie
Grzybów w świątecznym barszczu
Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
Cukier dzielony na kartce
Talerz podstawiam, by nie uronić
Tego czym życie się słodzi
Inny w talerzu pustym twarz schronił
Bóg się nam jutro urodzi
Król wiecznej chwały już się nam narodził
Z kajdan niewoli lud swój oswobodził
Brzmij wesoło świecie cały, oddaj ukłon Panu chwały
Bo to się spełniło, co nas nabawiło serca radością
Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
Chustka przy twarzy to katar
Nie będzie klusek z makiem i kutii
Będzie chleb i herbata
Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
Patrząc na swoje życie
Jesteśmy razem - czegóż chcieć jeszcze...
Jutro przyjdzie zbawiciel
Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj
A ty go Matulu w płaczu utulaj
Byleby świecy starczyło na noc
Długo się czeka na Niego
By jak co roku sobie nad ranem
Życzyć tego samego
Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
Znowu dopali się świeca
Po ciemku wolność w Jego imieniu
Jeden drugiemu obieca
Po tak długiej notce pozostaje mi już tylko złożyć wszystkim czytelnikom bloga krótkie, aczkolwiek płynące z serca życzenia. :) Niech tegoroczne Święta będą dla nas pięknym czasem spędzonym wśród najbliższych, a atmosfera miłości i radości da nam siłę, by sprostać wszelkim wyzwaniom, jakie czekają na nas w 2011 roku.
Wesołych Świąt!
BK
Ukrop nalewam w szklanki
Przy wigilijnym stole bez słowa
Świętują polscy zesłańcy
Na ścianach mokry osad wilgoci
Obrus podszyty słomą
Płomieniem ciemnym świeca się kopci
Słowem - wszystko jak w domu
Słyszę z nieba muzykę i anielskie pieśni
Sławią Boga, że nam się do stajenki mieści
Nie chce rozum pojąć tego, chyba okiem dojrzy czego
Czy się mu to nie śni
Nie będzie tylko gwiazdki na niebie
Grzybów w świątecznym barszczu
Jest nóż z żelaza przy czarnym chlebie
Cukier dzielony na kartce
Talerz podstawiam, by nie uronić
Tego czym życie się słodzi
Inny w talerzu pustym twarz schronił
Bóg się nam jutro urodzi
Król wiecznej chwały już się nam narodził
Z kajdan niewoli lud swój oswobodził
Brzmij wesoło świecie cały, oddaj ukłon Panu chwały
Bo to się spełniło, co nas nabawiło serca radością
Nie, nie jesteśmy biedni i smutni
Chustka przy twarzy to katar
Nie będzie klusek z makiem i kutii
Będzie chleb i herbata
Siedzę i sam się w sobie nie mieszczę
Patrząc na swoje życie
Jesteśmy razem - czegóż chcieć jeszcze...
Jutro przyjdzie zbawiciel
Lulajże Jezuniu moja perełko
Lulaj ulubione me pieścidełko
Lulajże Jezuniu, lulajże lulaj
A ty go Matulu w płaczu utulaj
Byleby świecy starczyło na noc
Długo się czeka na Niego
By jak co roku sobie nad ranem
Życzyć tego samego
Znów się urodzi, umrze w cierpieniu
Znowu dopali się świeca
Po ciemku wolność w Jego imieniu
Jeden drugiemu obieca
***
Po tak długiej notce pozostaje mi już tylko złożyć wszystkim czytelnikom bloga krótkie, aczkolwiek płynące z serca życzenia. :) Niech tegoroczne Święta będą dla nas pięknym czasem spędzonym wśród najbliższych, a atmosfera miłości i radości da nam siłę, by sprostać wszelkim wyzwaniom, jakie czekają na nas w 2011 roku.
Wesołych Świąt!
BK
0 komentarze:
Prześlij komentarz